Pociąg

Czemu wsiedliśmy do tego samego pociągu?
Nikt z Nas nie wie, lecz wsiadaliśmy razem.
Podałem Ci dłoń na schodach, gdyż na nią czekałaś.
I czułaś, że Ci ją podam, choć wcześniej gestu żadnego nie uczyniłem.
Pani też tutaj? – zapytałem.
Widząc, że peron całkiem pusty.
Wygląda na to, że tak – odpowiedziałaś.
Widząc, że przedział bez żywego ducha.
Usiadłaś. Ja na przeciw.
Patrzymy sobie w oczy…
Widzimy w nich Nas samych.
Lepszych… Piękniejszych… Radosnych… Pełnych miłości i natchnienia.
Szarpnęło! Czy to serca nasze do lotu się zerwały?
Czy to lokomotywa buchając żywym ogniem i czarnym dymem?
Nie chcemy wiedzieć. Nie możemy.
Jedziemy.
Powoli pociąg nabiera prędkości, a Ty ochoty, by umieć czytać w moich oczach.
Uśmiechasz się. To koi. Zniewala.
Nie czuję, że jadę już bardzo szybko.
Wagon zaczyna się lekko kołysać.
Ty w jego rytm kołyszesz biodrami stojąc przy oknie.
Zalotne spojrzenia przez ramię demaskują mój wzrok na twych nogach.
Mierzę je w myślach i marzeniach.
Idealne. Tym nogom chciałbym dotrzymać kroku.
Siadasz speszona. Róż na twym licu dojrzewa.
Owocem krótkie – I co teraz?
Nie wiem. Nie wiesz. Nie wiemy.
Lecz Oni wiedzą.
Nie słuchamy Ich. Nie mamy czasu, bo znów szarpnęło. Zwrotnica!
Wpadłaś w me ramiona. A może to ja w twoje?
Trwamy w objęciach jak kamienne tablice w ramionach Mojżesza.
Jest tam o Nas. W szóstym i dziewiątym brakuje tylko naszych imion.
Wpisałaś je szybko. Nie chcesz ich tam czytać, choć wiesz, że tam ich miejsce.
Twoje oczy rosną, lecz nie widzą więcej.
Widzą mniej i boleśniej.
Lokomotywa! – krzyczysz. Biegniemy na przód składu.
Żar! Aż piecze całe ciało. Dym gęsty dławi i przesłania świat wokoło.
Piękny pęd, żwawy cwał, galopada! – rozkoszuję się prędkością.
Musimy zwolnić! – rzucasz pełna rozdarcia i kładziesz dłoń na hamulcu patrząc mi w oczy.
Czekam.
Szarpnęło po raz trzeci.
Ból przeszył me ciało niczym kiepski malarz płótno nieudanego obrazu sztyletem.
Płaczesz, bo krwawię.
Krwawisz ze mną, lecz to moje rany nadzieją obmywasz. Choć jej niewiele.
Znów patrzymy sobie w oczy.
Ty mrużysz, bym nic nie widział. Ja wzrokiem błądzę, byś znów nie ujrzała co w nich.
A w nich My.
Lepsi… Piękniejsi… Radośni… Pełni miłości i natchnienia. Nadal.
I nadal krwawiący.
Pociąg jakby wolniej jedzie. Tory niekręte przed Nami.
Posiedźmy tutaj – prosisz.
Nadal ciepło od kotła, dymu jakby mniej, i łatwo sięgnąć po hamulec.

 

Jedziemy.
Mijamy krajobrazy naszych marzeń.
Mazowieckie łąki, podhalańskie smreki, tatrzańskie szczyty i mazurskie jeziora.
Wszędzie jesteśmy szczęśliwi.
Wszędzie jesteśmy sobą.
Wszędzie jesteśmy razem.
Spoglądamy ukradkiem na hamulec.
Wiemy. Jeszcze nie raz szarpnie.

 

Kraków, 21/22 grudnia 2018 r.